Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/commune.to-dokonywac.bytom.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ztoku. Malarze,

różu na gniewnym morzu.

ztoku. Malarze,

przyglądał się twarzy Bentza ciemnymi oczyma. Oczyma gliniarza.
Był już wtedy zaledwie cieniem samego siebie, pijakiem, który miał w nosie pracę. LAPD
Od jego ostatniego pobytu na południu Kalifornii minęły lata; choć okolica się zmieniła,
mówiąc, wcale się im nie dziwię. Nie możesz przeszkadzać w dochodzeniu, sam wiesz. A
– Raczej tak. – Spojrzał na zdjęcia. – Niech w każdym razie spróbują. Jeden koleś z
Montoya poczekał, aż kelnerka postawi na stoliku szklankę z herbatą Bentza, i dopiero
środku dnia – wypadek. Ale Bentz nie dał za wygraną i w końcu udało mu się ruszyć.
on tymczasem szukał suwaka jej dżinsów.
Biblię.
wszystko. Wiedział o tym. Miał władzę i tylko tego, poza seksem, pragnął. Wątpiła, czy zdawał sobie z tego sprawę. Gdy zapiął spodnie i wygładził koszulę, poczuła wstyd i fala gorąca zalała jej twarz. Podniosła szlafrok i zarzuciła go na ramiona. Nie zadała poniżającego pytania: „Kiedy znów przyjdziesz?” - To było dobre. - Uśmiechnął się lekko, poprawił ubranie i zapiął pasek. - Naprawdę dobre. - Tak. Na toaletce położył niewielkie pudełko, drobny prezent, którego Sugar nie rozpakuje, póki jej kochanek nie wyjdzie z garderoby i nie zniknie w ciemnościach. Nie były to pieniądze, nigdy nie zostawiał pieniędzy, tylko jakieś babskie błyskotki, nic cennego. Nic trwałego, ale zawsze coś. Poklepał ją po tyłku i wyszedł. Dopiero później, gdy przyglądała się srebrnemu kolczykowi do wpinania w pępek, zdała sobie sprawę, że kochanek nie pocałował jej. Ani razu. Nie było żadnej czułości ani miłości. Tylko czysty, dziki seks. Początkowo podniecało ją, że pieprzy się z jednym z najbardziej wpływowych facetów w mieście, ale teraz poczuła obrzydzenie, a przynajmniej rozczarowanie. Bez trudu mógł mieć z tuzin kochanek, dziewczyn tań-czących dla niego w tym czy innym klubie, w tym czy innym mieście. Sugar nie miała pojęcia, co robił, gdy nie pracował. Wiedziała jedno: że zawsze był gotów i że zdradzał żonę bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Ładne perspektywy. Chciała iść do domu, napić się zimnej wódki, wziąć długi prysznic. Zmyć z siebie pot. Spłukać brud. Pozbyć się uczucia, że marnuje życie. Znaleźć Cricket. Coraz bardziej niepokoiła się o siostrę. Cricket nie było w domu już od ponad dwóch dni, nie dała żadnego znaku życia, nic. Jej zniknięcie samo w sobie nie było może niczym niezwykłym, ale w połączeniu z dziwnymi, głuchymi telefonami wydało się Sugar złowieszcze. A jeśli coś się stało? Wspomniała o tym nawet Dickiemu Rayowi, ale powiedział, że niepotrzebnie się martwi. Jak zawsze. - Jezu, Sugar, daj jej spokój - powiedział, majstrując przy swojej półciężarówce. Spojrzał na nią spod maski, wytarł brudne ręce w tłustą szmatę i cmoknął głośno. - Daj jej żyć własnym życiem. Nie potrzebuje twojego kwoczego gdakania. A te telefony? Do diabła z nimi, pewnie dzwonią te zboki, dla których tańczysz. Nie trzeba tęgiej głowy, żeby na to wpaść! Dickie Ray zawsze był idiotą. Jakby miał za mało szarych komórek. To pewnie jego spłodził Cameron i kazirodcze geny zrobiły z niego półgłówka. Czytała o tym. Martwiła się. No tak, tutaj akurat Dickie Ray miał rację, zamartwiała się wszystkim. Jednak nie mogła pozbyć się uczucia, że coś jest nie w porządku. Przeszła szybko przez ciemny korytarz, potknęła się o wiadro, złapała równowagę, klnąc po cichu, i zbiegła po schodach do tylnych drzwi, gdzie świecił słaby zielonym, potłuczony neon z napisem WYJŚCIE. Noc była bezchmurna, ale ciemna. I cicha. Niemal niepokojąca. Na parkingu stał tylko jeden samotny samochód. Stary chevy należący do Cricket. Za kierownicą siedziała Cricket. Dzięki Bogu!
Ciało przeszył ból.
Sprawdził to już w sieci; mapka pokazała trzy lokale na odcinku dwunastu przecznic.
Skąd?
Coś się poruszyło koło garderoby?

- Jedno i drugie. Pomagam Sinclairowi w pewnej

Rozmawiali swobodnie, zaśmiewali się z różnych
za grosz romantyzmu, babciu.
- Nikt nie przepuści takiej okazji. Szkoda, że nie
– To nie moja fucha – mruknęła, ale na widok jego wzroku
zobaczenie świata. Tak też zrobiłam. Przyjęli
Kocha bardzo tych malców, Amy wcale się
- Kocham cię - szepnął i pocałował ją żarliwie.
a tłumy spacerowiczów wypełniające Hyde
Pracowała w Smithsonian Institute razem z rodzicami Lucy i
i ukłoniła głęboko, prezentując piękny dekolt, widzowie
– Lepiej niż kiedyś mnie. Wciąż próbuje wytargować ten semestr
wciąż mówiła o Marleyu. Twierdziła, że on nie jest
rodzeństwa. Dopiero wtedy zrozumiał, jak wielkie znaczenie
Jeszcze chwila i Lucy ze wszystkich sił zaczęła ciągnąć linę.
czarnego pionka.

©2019 commune.to-dokonywac.bytom.pl - Split Template by One Page Love